Lublin to Dublin – Robust Oatmeal Stout
Lublin to Dublin - Robust Oatmeal Stout,
ocen: 7 |
Nazwa: | Lublin to Dublin - Robust Oatmeal Stout |
Browar: | Browar Pinta, O'Hara's Carlow Brewing Co. |
Voltaż: | 6.5% |
Rodzaj: | Robust Oatmeal Stout |
Opis producenta: | Skład: woda, słód jęczmienny, pszenica, płatki owsiane, chmiel, drożdże. Robust Oatmeal Stout. „Lublin to Dublin”, Krzepki Stout Owsiany warzony w Irlandii z użyciem irlandzkiego słodu i płatków owsianych z Polski. Chmielony polskimi odmianami Marynka i Lubelski, „Lublin to Dublin” (16,0 Plato/6,5% alk. obj.), został uwarzony wspólnymi siłami piwowarów z browarów O’Hara’s i PINTA. Nieprzejrzyście czarny z rubinowym refleksem i kremową pianą. W zapachu szlachetny, kwiatowy i ziołowy aromat chmielu połączony z nutami czekolady i kawy. Smak, w którym słody specjalne wnoszą aromat świeżo palonej kawy i smak czekolady, dobrze wygładzony i zbalansowany płatkami owsianymi.
|
Browar Pinta, ciemne, Lublin to Dublin - Robust Oatmeal Stout, O'Hara's Carlow Brewing Co., porter, robust oatmeal stout
Przelej recenzję
Zaloguj się aby dodać recenzję.
Wygląd: Ciemno brązowe, niemal czarne i nieprzejrzyste. Piana beżowa, drobno-pęcherzykowata, średnio-obfita. Zanika dość szybko, do lekkiego, poszarpanego kożucha.
Aromat: Na początku czuć nuty kawowe i czekoladę, dalej palone słody i delikatnie płatki owsiane.
Smak: Zdecydowanie kawowy z domieszką palonych słodów, intensywny. Potem robi się bardziej słodko, czuć czekoladę i gładkość płatków owsianych. Na finiszu goryczka od palonych słodów i lekka likierowa słodycz.
Ogólne wrażenie: Stout jest jak najbardziej udany. Treściwa podbudowa słodowa i mocno kawowy smak. Do tego nutka czekolady, a całość wygładzona płatkami owsianymi.
Piana beżowa, drobna, obfita, niezbyt trwała, ale zostawia szkle i trwa do końca w postaci nikłego kożucha. Zapach z butelki – uderzają nuty palonych słodów i prażonego owsa. Po chwili dochodzi kawa i czekolada jednocześnie gorzka i jakby w wersji mlecznej jednocześnie (to chyba efekt owsa). Zapach z butelki – kawa, gorzka czekolada i prażone orzechy. Smak – bardzo mocna kawa i gorzka czekolada, ma dobre „ciało” (to od płatków owsianych). Bardzo dobra pijalność, choć wysycenie mogło być niższe, ale z czasem spada do bardziej odpowiedniego. Posmak długi, powoli zanika, ale bardzo przyjemny – gorzka czekolada z kawą.
Bardzo fajnie palone. Obecne nuty kawowo-czekoladowe, z przewagą tego pierwszego do tego stopnia, że popijając je leniwie, miałem wyraźne skojarzenia z Czarną Kawką z Kopyro-Widawy, Lublin nie był jednak aż tak kawowy. Dopełnieniem sprawy był subtelny słodkawy posmak na finiszu. Piwo bardzo gładkie i przyjemne w odbiorze. Całość w szkle przykryta bardzo dobrą pianą w ciemno-beżowym kolorze. Goryczka symboliczna o charakterze kojarzącym się z gorzką czekoladą. Fajnie wyszła Ziemkowi ta kolaboracja. Zderzenie dwóch pomysłów na piwo bez ofiar w ludziach. Oby więcej takich.
Kolor piwa to czarny z rubinowymi refleksami pod światło. Pana beżowa ze średnich i drobnych pęcherzy, dziurawi się i opada do minimalnej warstewki. Jak na stout-a nie jest to wzór.
Z butelki wyraźnie czuć aromat kawowo-czekoladowy a po chwili – palone słody. Po przelaniu do szkła dominuje nuta czekoladowa. W smaku, oprócz nut palonych słodów, czekolady, wyczułem delikatną, ziołową goryczkę. Dodatek owsianki sprawił, że stout nie jest wytrawny, lecz półsłodki, bardziej „pełny”. Jest on bardziej „gładki” od stoutu serwowanego na wyspie. Z kolei alkohol został dobrze ukryty i daje o sobie znać dopiero w żołądku i pod koniec degustacji.
Takie piwa trzeba lubić. Inaczej szkoda po nie sięgać, tym bardziej, że nie są tanie.
Hehe, Bracia Założyciele już dawno zapomnieli o tym piwku, a u mnie sobie leżało i leżało, w sumie chyba będzie około 6 tygodni (to jest mój osobisty rekord 🙂 ), aż stwierdziłem, że trzeba zbadać datę przydatności. Data co prawda jeszcze daleko, bo mogło poleżeć nawet do września, ale skoro już wpadło mi w ręce to nie będę odkładał, w końcu to nie robota żeby odkładać na później 😉 . Wizual od razu przypomniał mi słowa Brata Józefa porównującego to piwo do znanego wszem i wobec Irlandczyka, z małą różnicą, w tym przypadku piana jest zdecydowanie mniej trwała i raczej gruboziarnista (w tamtym oczka były bardzo drobniutkie), aczkolwiek jej ślad pozostaje do samego końca. Barwa to czerń, ale delikatnie przepuszczająca trochę intensywniejsze światło. W smaku i zapachu jest to bardzo fajny i solidny stout, mocno czekoladowy, kawowy i goryczkowy. Trochę przeszkadzała mi tutaj ta wspomniana przez Joozka wytrawność, która jest mocno wyczuwalna. Momentami piwo jest wręcz cierpkie niczym wytrawne wino. Podsumowując, jest bardzo dobrze ale parę punkcików muszę odjąć.
Lublin to…Guinness
A przynajmniej piwo bardzo do niego podobne w charakterze, i w porównaniu z tym, które piłem w kraju nad Wisłą, moim zdaniem, lepsze. Generalnie ma dwa równoznaczne imiona: wytrawna kawa i treść. Od tej drugiej aż paszcze wykręca. Naprawdę trunek to na poziomie, szczególnie dla miłośników konkretnie wytrawnych propozycji z dominującą w smaku kawą. Mnie to piwo w charakterze najbardziej skojarzyło się właśnie z rzeczonym Guinnessem i przegrało z nim właściwie tylko na odcinku piany. Poza tym, choć to nie do końca mój ideał, to po prostu klasa. Treść, jakość. Do powtórzenia w przyszłości bez jakiegokolwiek zastanowienia. Brawa.
GENIALNE!
Nie powiem – gdy usłyszałem o kooperacji PINTY i browaru O’Hara, którego piwa miałem przyjemność pić w Irlandii i bardzo mi smakowały, ostrzyłem sobie kubki smakowe na myśl o jego spróbowaniu. Kiedy w końcu nadarzyła się okazja, cieszyłem jak dziecko na gwiazdkę. Ale przechodząc od meritum.
Piana niewielka ale pięknie się osadzająca na brzegach kufla. Wspaniały piwny kożuszek pozostaje bardzo długo na powierzchni piwa. Aromat oszałamiający: umiarkowanie wyraźne, dobrej jakości czekoladki + kawa. Czuć jeszcze słodowość. Smak świetnie zbalansowany. Nie ma hardcore’u. Na początku atakuje nas słodycz i aromatyczne chmiele, po chwili dochodzi wyraźna, świetna gorycz, uwypuklająca wachlarz smaków. Podsumowując świetne piwo – niebo w gębie. Może delikatnie za bardzo nagazowane. Ale nie przeszkadza mi to dać mu 10!